Ewakuacja medyczna w terenie, do którego nie dotrze żaden ambulans, to jedno z najbardziej wymagających zadań. Łączy logistykę, survivalową inżynierię i medycynę ratunkową. I choć koło zrewolucjonizowało transport, w gęstym lesie czy w górach najpewniejszym narzędziem pozostały proste, niesione siłą ludzkich mięśni nosze.
Tradycje "latających ambulansów" generała Karola Kaczkowskiego z czasów powstania listopadowego czy doświadczenia partyzantów AK pokazują, że w sytuacjach krytycznych musimy polegać na tym, co mamy pod ręką. Współczesne podręczniki, w tym słynny amerykański podręcznik przetrwania (wydawany od 1957 roku), uczą mądrego wykorzystania darów lasu. Jednak nie wystarczy uciąć dwóch patyków i spiąć ich sznurkiem. Potrzebna jest znajomość fizjologii urazu, materiałoznawstwa i granic własnego organizmu.
Zanim ruszymy w drogę, ustabilizujmy poszkodowanego
Największym błędem jest wrzucenie nieprzytomnego towarzysza na sklecone nosze i natychmiastowy bieg w stronę cywilizacji. W tzw. przedłużonej opiece polowej (z ang. Prolonged Field Care) bazujemy na sprawdzonych wytycznych medycyny taktycznej (TCCC). Skupiają się one w pierwszej kolejności na procedurach ratujących życie.
Działamy według schematu MARCH. Zaczynamy od tamowania masywnych krwotoków z kończyn ("M" – massive hemorrhage). W lesie robimy to natychmiast, używając opasek uciskowych (takich jak popularne CAT czy SOFT-T), zakładając je 5-8 cm powyżej rany na odzież. Potem zabezpieczamy drogi oddechowe ("A"), oddychanie ("R"), krążenie ("C") oraz zapobiegamy hipotermii ("H").
Przez dekady w ratownictwie królowało sztywne przypinanie do deski ortopedycznej. Dziś wiemy, że to błąd. Twarda deska powoduje nienaturalne wygięcie kręgosłupa i bolesne odleżyny już po 30 minutach, a ścisłe przypięcie utrudnia oddychanie. Wytyczne zalecają łagodniejsze ograniczenie ruchomości kręgosłupa (SMR). Używamy miękkich noszy otulających ciało, a głowę stabilizujemy zrolowanym polarem lub śpiworem. Zwykła kurtka trzyma szyję równie dobrze co sztywny plastik, dając nieporównywalnie wyższy komfort podczas długiego marszu.
Drogi oddechowe i walka z triadą śmierci
U nieprzytomnego najczęstszą przyczyną problemów jest wiotczenie mięśni i zapadający się język. Najnowsze wytyczne wycofały z opieki pod ostrzałem skomplikowane rurki krtaniowe. Jeśli to możliwe, układamy rannego w pozycji bezpiecznej z odchyloną głową. Jeśli jednak pacjent leży płasko na noszach, idealnie sprawdzi się rurka nosowo-gardłowa (NPA). Wsuwamy ją przez nos, jest tania (około 30-40 PLN) i dobrze tolerowana nawet przez częściowo przytomnych.
Nawet po zatamowaniu krwawienia ranny może stać się ofiarą triady śmierci: hipotermii, kwasicy metabolicznej i zaburzeń krzepnięcia (koagulopatii). Kiedy organizm traci krew, zmniejsza się dotlenienie tkanek, rośnie zakwaszenie organizmu, a produkcja ciepła spada. Urazowa hipotermia sprawia, że krew przestaje naturalnie krzepnąć, co otwiera na nowo rany. Jeśli temperatura ciała spadnie poniżej 32°C, szanse na przeżycie drastycznie maleją.
Termiczne burrito, czyli jak nie wychłodzić rannego
Skuteczne zapakowanie pacjenta (tzw. termiczne burrito) wymaga zablokowania utraty ciepła z powodu przewodzenia (kontakt z ziemią), konwekcji (wiatr), promieniowania oraz parowania potu.
Aby to osiągnąć, budujemy układ warstwowy:
| Warstwa systemu | Zasada działania | Materiały improwizowane |
|---|---|---|
| Izolacja od podłoża | Blokuje przewodzenie chłodu do pleców z ziemi i noszy. | Karimaty, warstwa gałęzi świerkowych, puste plecaki. |
| Bariera paroszczelna | Blokuje parowanie potu i zamyka wilgoć przy ciele. | Folia NRC ułożona blisko skóry, duże worki na śmieci. |
| Warstwa termiczna | Tworzy izolującą kieszeń ciepłego powietrza. | Śpiwory, kurtki puchowe, koce wełniane. |
| Bariera zewnętrzna | Chroni przed deszczem, śniegiem i wiatrem. | Plandeka (tarp), ponczo ratunkowe, pałatka wojskowa. |
| Aktywne źródło ciepła | Ogrzewa organizm u pacjenta ze wstrząsem hipowolemicznym. | Chemiczne ogrzewacze, butelki z bardzo ciepłą wodą (pod pachy, zawsze przez ubranie). |
Warto obalić popularny mit na temat folii NRC (nazwa od National Research Center z 1964 roku). Zwykła, cienka folia metalizowana sama nie grzeje! Odbija jedynie promieniowanie podczerwone (cieplne). Aby działała poprawnie, jej srebrna strona musi przylegać do pacjenta. Aby chronić przed wyziębieniem wiatrowym, musi być ciasno dociskana warstwami odzieży.
Wybór drewna na stelaż noszy
Zebranie suchych gałęzi to proszenie się o pęknięcie ramy noszy i upadek pacjenta twarzą na korzenie. Drewno iglaste (sosna, świerk) jest świetne na rozpałkę, ale stosunkowo kruche i słabe (wytrzymałość 24-30 MPa). Liderami są drzewa liściaste. Wytrzymałość dębu, jesionu czy buka wynosi około 70-78 MPa – bukowa gałąź zniesie niemal trzykrotnie większe obciążenie niż sosna.
Zawsze wybierajmy tzw. zielone drewno (świeże pędy i gałęzie młodych drzew liściastych) o średnicy co najmniej 5-7 centymetrów. Jest ono niezwykle elastyczne. Zanim gałąź pęknie, zacznie trzeszczeć i powoli się uginać, dając nam czas na reakcję i odpowiednie wzmocnienie jej splotem liny.
Sznurki, liny i leśne węzły
Do łączenia noszy najczęściej używa się Paracordu 550 – wytrzymałej linki spadochronowej z nylonowym oplotem. Jej popularność jest tak wielka, że łatano nią poszycie teleskopu Hubble'a! W awaryjnej sytuacji z grubszego sznura możemy wyciągnąć delikatne rdzenie, by zaszyć sprzęt.
Wytrzymałość statyczna Paracordu 550 to około 250 kilogramów. Pamiętajmy jednak, że ewakuacja w trudnym terenie to gwałtowne wstrząsy. Limit bezpieczeństwa w obciążeniu dynamicznym to zaledwie 80-100 kg. Ponadto, nylon bardzo się rozciąga. Należy mocno sznurować ramy, by po przejściu kilkuset metrów ranny nie obsunął się plecami na kamienie.
Najważniejsze węzły to:
- Wyblinka: startowy węzeł mocujący sznur na okrągłym drągu.
- Węzeł płaski: trwale łączy dwa wolne końce liny, zwłaszcza tej samej grubości.
- Węzeł ratowniczy: tworzy stabilną pętlę pod obciążeniem, która się nie zaciśnie.
- Oplot krzyżowy z opasaniem frapującym: genialna technika łącząca prostopadle dwa drągi. Frapowanie to ciasne okręcenie liny między stykającym się drewnem – działa jak dźwignia usztywniająca stelaż.
Trzy metody budowy noszy
1. Nosze z plandeki lub kurtek (najszybsze) Wystarczą dwa drągi i płótno typu tarp, pałatka lub zapinane na zamek kurtki, które przewlekamy na lewą stronę i wsuwamy na drągi. Przy użyciu samej plandeki wykorzystujemy fizykę. Rozkładamy materiał. W odległości 1/3 od krawędzi kładziemy pierwszy drąg i zawijamy płótno ciasno pod spód. Drugi drąg kładziemy na zgiętym materiale (z zapasem na sylwetkę pacjenta) i przerzucamy resztę plandeki z powrotem nad drągiem pod plecy. Kiedy ranny się na nim położy, jego masa wytworzy ogromną siłę zaciskającą, uniemożliwiając rozwinięcie się materiału.
2. Stelaż z siatką (na wielogodzinny marsz) Najbardziej pancerna konstrukcja pochłaniająca dziesiątki metrów liny. Na podłużnej drewnianej ramie przeplatamy paracord krzyżowo (zygzakiem co około 10-15 cm) podtrzymywany dwiema poprzeczkami. Zanim ułożymy tam rannego na karimacie, siatkę z nylonu trzeba ekstremalnie wręcz naprężyć w celu wyeliminowania rozciągnięcia.
3. Kokos z liny ratunkowej (brak drzew) Jeśli nie mamy odpowiedniego drewna, ale dysponujemy szpulą liny taternickiej, rozwija się ją w formę podłużnego, ułożonego zakosami węża. Kładziemy na liny grube materiały biwakowe, a na to pacjenta. Pętle liny z boku przepłata się nad brzuchem i klatką piersiową w formę zamykanego "warkocza". Ważne, aby w trakcie zaciągania węzła na klatce tułowia ranny wziął maksymalnie głęboki wdech – uchroni to go przed niedotlenieniem na skutek ścisku.
Logistyka w błocie, czyli jak nie paść ze zmęczenia
Ewakuacja ciężko powikłanej i leżącej osoby przez leśne jary ograniczy prędkość przemarszu średnio do niespełna jednego kilometra na godzinę. Obciążenie serca i nóg niosących waha się blisko ekstremalnych wartości, ryzykując omdlenia ratowników. Jak uchronić się od kontuzji?
- Pełna obsada: Potrzebujemy ekipy liczącej 6-8 osób. Transport wyłącznie przez czterech ratowników kończy się potężnym bólem dłoni. Bardzo pomocne jest wiązanie pętli ze zdobytych pasów parcianych, przenosząc cały naciąg z rąk prosto na ramiona niosących.
- Zmiany w biegu (Switch in advance): Dowódca wyprawy musi dyktować krótkie zmiany obsady co 10-15 minut. Wykonujemy je bez upuszczania noszy na błoto. Wypoczęty skaut chwyta u tyłu drąg do ręki uwalniając chwyt zmęczonego, który w szybkim tempie ucieka na przód, by złapać ramię innej osoby.
- Nawigator na przedzie: Jeden wolny członek drużyny nawiguje marszem przecierając ścieżkę. Obserwuje podłoże, szuka niebezpiecznych korzeni i ostrzega grupę przed potknięciem.
- Opiekun pacjenta: Medyk idący bezpośrednio u wezgłowia odpowiada za drożność górnych dróg oddechowych i monitorowanie wychłodzenia pacjenta pod warstwami odzieży.
Podsumowanie
Podjęcie się stworzenia improwizowanego łóżka z darów natury to zdecydowana ostateczność. Wymaga wybitnego zgrania fizycznego i siły. Należy trzeźwo ocenić sytuację, ponieważ czasem wynoszenie obficie krwawiącej osoby przy silnych, bolesnych wstrząsach potrafi przynieść ogromną szkodę. Kiedy to tylko możliwe, zapakujmy dokładnie ranną osobę w śpiwory termiczne i wezwijmy ratowniczy śmigłowiec LPR. Gdy brak alternatywy wymusza marsz z noszami pionierskimi, wiedza o węzłach, drewnie i protokołach może stanowić ostatnią formę medycznego ocalenia.