Rosyjskie drony wymuszają zmiany w codziennym funkcjonowaniu mieszkańców wschodniej Ukrainy. Reporterzy „The Washington Post”, którzy przejechali niemal 250 km z Charkowa do obwodu donieckiego, opisują osłonięte siatkami ulice, zagrożone transporty pasażerskie i rolników pracujących pod groźbą ataku. W Iziumie zabezpieczenia rozciągnięto także nad chodnikami i przy sklepach.
Według przywołanych w reportażu danych ukraińskiego resortu obrony siatkami osłonięto już ponad 2 tys. km dróg. Ekipy potrafią zabezpieczyć w ciągu miesiąca ponad 200 km tras. Taką ochronę otrzymują również stacje paliw, będące częstym celem uderzeń.
Cywile kupują też detektory dronów, a niektórzy zabierają do pracy strzelby. Rozmówcy amerykańskiego dziennika różnie oceniają przydatność urządzeń ostrzegawczych: części pomagają rozpoznać zagrożenie, innym trudno zinterpretować alarmy. Barierą pozostaje cena — opisany w materiale detektor kosztował 700 dolarów.
Ratownicy korzystają dodatkowo z urządzeń zakłócających łączność radiową bezzałogowców. Jak relacjonuje kierująca lokalnym zespołem medycznym Ołena, taki sprzęt pomógł jej przeżyć atak na ambulans. Zakłócanie radiowe nie chroni jednak przed dronami sterowanymi przez światłowód, coraz częściej wykorzystywanymi przez Rosjan.