Po ataku na posterunek pod Hebronem, w którym zginęło dwóch izraelskich żołnierzy, a trzech zostało rannych, izraelskie wojsko rozpoczęło wyburzanie palestyńskich budynków w mieście. Obaj palestyńscy napastnicy zginęli od ognia żołnierzy. Zdarzenie miało miejsce na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu.
Premier Benjamin Netanjahu zapowiedział zniszczenie dzielnicy, z której mieli pochodzić sprawcy. Poinformował również o otoczeniu kordonami Hebronu i pobliskiego Halhulu oraz o zapoznaniu się z planami operacji wojskowej na Zachodnim Brzegu, największej od dekad. Nie podał terminu jej ewentualnego rozpoczęcia.
Według izraelskiej armii w samochodzie napastników znaleziono znaczny zapas amunicji. Wojskowi oceniają, że pierwotnym celem mógł być większy atak na pobliskiej drodze nr 35, a do strzelaniny na posterunku doszło po napotkaniu go przez sprawców.
Do eskalacji doszło cztery dni przed wyborami parlamentarnymi w Izraelu, w okresie napięć związanych także z atakami skrajnych żydowskich osadników na Palestyńczyków podczas zbiorów oliwek. Izraelskie organizacje praw człowieka krytykują stosowane przez wojsko burzenie domów osób podejrzewanych o zamachy, uznając tę praktykę za odpowiedzialność zbiorową.