Zapłon łańcuchowy w rewolwerach czarnoprochowych

Data publikacji: 31.01.2026
Autor: doc

Zapłon łańcuchowy w rewolwerach czarnoprochowych

Polska to ewenement na mapie Europy. Od momentu liberalizacji przepisów dotyczących replik broni rozdzielnego ładowania sprzed 1885 roku, nasze strzelnice zaroiły się od miłośników historii. Strzelectwo czarnoprochowe (CP) to piękna pasja – łączy inżynierię, historię i sportową rywalizację. Ma jednak swoje mroczniejszą stronę, o której posiadacze nowoczesnych Glocków nie mają pojęcia.

Mowa o zjawisku „chain fire”, czyli zapłonie łańcuchowym (współbieżnym odpaleniu komór).

Często słyszymy na strzelnicy głosy: „Strzelam 20 lat i nigdy mi się to nie zdarzyło, to mit!”. Cóż, statystyka bywa zwodnicza. Zapłon łańcuchowy nie jest mitycznym smokiem ani kwestią pecha. To czysta fizyka i brutalny skutek błędów proceduralnych. W tym artykule rozkładamy ten problem na czynniki pierwsze. Bez zbędnego akademickiego żargonu, ale z pełną powagą dla Waszych palców.


Dlaczego czarny proch jest tak kapryśny?

Aby zrozumieć, dlaczego rewolwer może zamienić się w granat ręczny, musimy spojrzeć na to, co sypiemy do komór. Proch czarny zachowuje się zupełnie inaczej niż nowoczesny proch bezdymny.

  1. Deflagracja, nie detonacja: Proch czarny spala się gwałtownie (deflagracja), ale z prędkością poddźwiękową.
  2. Brudne spalanie: Tylko około 45% masy prochu zamienia się w gazy. Reszta – aż 55% – to stałe, gorące osady.
  3. Wrażliwość: Jest niezwykle czuły na iskrę i temperaturę.

Te gorące cząstki stałe, wyrzucane z lufy, są doskonałym nośnikiem energii cieplnej. Właśnie one szukają drogi do sąsiednich komór bębna.

Szczelina bębna – wrota piekieł

Każdy rewolwer posiada szczelinę między czołem bębna a lufą (cylinder gap). Zwykle to ułamki milimetra (0,002–0,008 cala), ale to wystarczy. Podczas strzału ciśnienie wewnątrz komory (nawet 12 000 PSI dla kalibru .44) wypycha gazy przez tę szczelinę z prędkością bliską dźwięku.

Powstaje tam toroidalna chmura gorącej plazmy i żarzących się drobin prochu. Co, jeśli obok znajduje się inna komora z prochem, która nie jest idealnie uszczelniona? Odpowiedź jest prosta: BUM x 2 (lub więcej).


Tędy wchodzi ogień, czyli skąd bierze się zapłon?

W środowisku krążą legendy, ale badania balistyczne wyróżniają dwie główne ścieżki, którymi ogień dostaje się do sąsiednich ładunków.

1. Zapłon od przodu (Front-end ignition)

To najpopularniejsza teoria. Ogień wchodzi przez wylot komory, mijając kulę.

  • Teoria ołowianej obrączki: Złota zasada mówi, że kula musi być nadkalibrowa. Podczas wciskania jej do bębna, krawędź komory powinna ściąć cienki pierścień ołowiu. Teoretycznie tworzy to uszczelnienie metal-metal.
  • Pułapka „ścieżki prochowej”: Badacz znany jako GeoJohn zwrócił uwagę na coś innego. Podczas wsypywania prochu, pył osiada na ściankach komory. Jeśli wciśniemy na to kulę, sprasujemy ten pył między ołowiem a stalą, tworząc idealny lont. Wtedy nawet idealnie dobrana kula nie pomoże, bo ogień „przejdzie” pod nią po ziarenkach prochu.

2. Zapłon od tyłu (Rear-end ignition) – cichy zabójca

Przez lata bagatelizowany, a dziś uznawany za główną przyczynę wypadków. Ogień dostaje się przez kominki.

  • Luźne kapiszony: Jeśli kapiszon nie siedzi ciasno, może spaść od wstrząsu przy strzale sąsiedniej komory. Otwarty kominek to zaproszenie dla iskier, które odbijają się od ramy rewolweru.
  • Recyrkulacja gazów: Gazy nie lecą tylko do przodu. W ciasnej przestrzeni przy kurku potrafią zawrócić i wcisnąć się pod nieszczelny kapiszon.

Wojna o smar: smarować czy nie smarować?

To temat rzeka na polskich forach. Mamy dwa obozy: tradycjonalistów i „inżynierów”.

Opcja A: Smar (Lube/Grease)

Zasmarowanie wylotów komór tłuszczem (mieszanka wosku i planty lub gotowy „Bore Butter”) to wymóg wielu organizacji, w tym MLAIC.

  • Zalety: Tworzy fizyczną zaporę dla ognia, zmiękcza nagar (łatwiej o kolejne strzały).
  • Wady: Brudzi wszystko dookoła. Niektórzy twierdzą, że to „pudrowanie trupa”, jeśli kula jest źle dobrana.

Opcja B: Przybitka filcowa i kasza manna

W Polsce króluje kasza manna. Dlaczego? Bo jest tania i dostępna w każdym sklepie spożywczym.

  • Jak to działa: Sypiemy proch, na to kaszę (jako wypełniacz), a dopiero potem kulę. Alternatywą jest nasączony tłuszczem krążek filcowy.
  • Efekt: Przybitka działa jak tłok uszczelniający gazy i oddziela gorący ołów od prochu. Kasza dodatkowo pozwala osadzić kulę blisko wylotu bębna przy mniejszych naważkach prochu, co poprawia celność (mniejszy jump kuli do lufy).

Nasz werdykt? Najbezpieczniej łączyć metody. Nadkalibrowa kula + przybitka (kasza/filc) + smar na czoła komór. Wtedy możecie spać (i strzelać) spokojnie.


Studium przypadku: Dlaczego Colt Walker wybuchał?

Dla miłośników historii Colt Walker (model 1847) to legenda. To „armata ręczna” zaprojektowana do zabijania koni pod jeźdźcami. Mieścił aż 60 grainów prochu (standardowy Colt Army to ok. 30 gr).

Dlaczego te rewolwery często rozrywały się w dłoniach?

  1. Błędy żołnierzy: Ładowano pociski stożkowe odwrotnie (szpicem w dół), by upchnąć jeszcze więcej prochu.
  2. Słaba stal: Metalurgia połowy XIX wieku pozostawiała wiele do życzenia.
  3. Chain fire: W małym rewolwerze (.36 Navy) zapłon łańcuchowy was przestraszy. W Walkerze jednoczesna eksplozja trzech komór (łącznie np. 180 grainów prochu!) generowała siłę zdolną rozerwać masywny, stalowy bęben i urwać dłoń.

Współczesne repliki Uberti są wykonane z lepszej stali, ale fizyki nie oszukasz – przy takiej ilości prochu margines błędu nie istnieje.


BHP, czyli jak nie stracić palców

Zapłon łańcuchowy generuje specyficzne obrażenia. Kula z dolnej komory (godzina 6:00) strzela prosto w ramę lub mechanizm ładowania, ale kule boczne (3:00 i 9:00) uderzają w szkielet i sypią odłamkami ołowiu na boki.

Gdzie trzymasz rękę?

To najważniejsze pytanie. Wielu strzelców przyzwyczajonych do karabinów odruchowo łapie rewolwer drugą ręką pod lufą, w okolicy bębna.

  • Skutek: W razie zapłonu łańcuchowego dolna kula przechodzi przez nadgarstek lub dłoń.
  • Zasada: W rewolwerach CP strzelamy albo z jednej ręki (klasycznie), albo dłoń wspierająca obejmuje dłoń strzelającą (jak w nowoczesnym chwycie „weaver”). Nigdy nie wyciągamy ręki przed linię bębna!

Tatuaż prochowy

Nawet jeśli kula nas nie trafi, drobiny niespalonego prochu wbijają się w skórę z ogromną siłą. Powstaje tzw. powder tattooing – niebiesko-czarne kropki pod skórą. Usuwanie tego jest bolesne, trudne i często wymaga interwencji chirurga (szorowanie mechaniczne ran).


Poradnik Praktyczny: Dobór kuli i procedury

Na polskich strzelnicach, obsługa ma prawo wyrzucić was ze stanowiska, jeśli zobaczy, że nie przestrzegacie procedur bezpieczeństwa. Jak tego uniknąć?

Tabela doboru amunicji (Sugerowane wartości)

Pamiętajcie: Pietta i Uberti to dwaj różni producenci i często mają inne wymiary komór w tym samym kalibrze!

Kaliber i Model Producent Średnica kuli (cale) Uwagi
.36 Navy Pietta .375 Standard. Zwykle ścina ładny pierścień.
.36 Navy Uberti .375 - .380 Komory bywają luźniejsze. .380 daje pewność.
.44 Army Pietta .451 - .454 Historycznie Pietta miała ciaśniejsze komory.
.44 Army Uberti .454 - .457 Ważne: Uberti w kalibrze .44 zazwyczaj wymaga kul .454, a nawet .457 dla pełnego uszczelnienia.

Procedura „Fail-Safe” (Dla Twojego bezpieczeństwa)

  1. Sprawdź kapiszony: Jeśli używasz popularnych w Polsce kapiszonów RWS 1075 lub czeskich S&B i są luźne na kominkach – ściśnij je lekko w palcach przed nałożeniem (zrób z nich owal). Muszą wchodzić z oporem.
  2. Używaj przybitki: Kasza manna lub filc to nie wstyd, to rozsądek. Oddzielają proch od kuli i uszczelniają gazy.
  3. Patrz na ołów: Przy wciskaniu kuli musi odciąć się ołowiany pierścionek. Jeśli go nie ma – kula jest za mała. Nie strzelaj!
  4. Smaruj: Na koniec nałóż „ciasteczko” ze smaru na czoło każdej komory. Możesz użyć strzykawki, patyczka do lodów lub specjalnej praski.
  5. Tylko 5 komór? Historyczna zasada „Load five, stay alive” dotyczyła noszenia broni z opuszczonym kurkiem na pustej komorze. Na strzelnicy, jeśli broń jest sprawna i kierowana w kulochwyt, można ładować 6, ale dla procedur sportowych często ładuje się 5.

Podsumowanie

Zapłon łańcuchowy to nie czarna magia. To wynik zaniedbania trzech barier: mechanicznej (za mała kula), chemicznej (brak smaru/przybitki) lub proceduralnej (luźne kapiszony).

Traktujcie swoje Remingtony i Colty z szacunkiem. To nie są zabawki, a pełnoprawna broń, która kiedyś decydowała o życiu i śmierci. Dziś ma dawać radość i satysfakcję. Zadbajcie o to, by jedynym śladem po wizycie na strzelnicy był zapach spalonego prochu na ubraniu, a nie blizny na dłoniach.

RSS

Udostępnij:

Zastrzeżenie: Publikujemy artykuły własne oraz nadesłane przez zewnętrznych autorów (również anonimowo). Szanujemy własność intelektualną, dlatego w przypadku zauważenia jakichkolwiek nieprawidłowości lub niezamierzonego naruszenia praw autorskich, prosimy o pilny kontakt. Wszelkie zgłoszone naruszenia będą natychmiast weryfikowane, a sporne treści usuwane. Takie działania nigdy nie są celowe. Prawa autorskie do opublikowanych materiałów są zastrzeżone i należą do redakcji portalu oraz twórcy artykułu. Dokładamy wszelkich starań, aby publikowane treści były rzetelne i oryginalne. Część materiałów (np. grafiki) mogła zostać przygotowana przy wsparciu narzędzi sztucznej inteligencji. Chcesz opublikować swój tekst? Zapraszamy do współpracy twórców i pasjonatów! Wyślij swój artykuł na adres kontaktowy podany na dole strony.


← Powrót do listy artykułów