Zaledwie kilka lat temu pomysł, by polska armia dysponowała tysiącami tanich dronów zdolnych razić cele oddalone o setki kilometrów, wydawał się pieśnią odległej przyszłości. Dziś widzimy pierwsze, bardzo obiecujące kroki, by tę wizję zrealizować. Połowa września 2026 roku przyniosła ważne wydarzenie – niebo nad Polską stało się areną zakrojonych na szeroką skalę testów rodzimych bezzałogowców uderzeniowych. To sygnał, że nasza doktryna obronna zaczyna ewoluować. Jeśli sprawdzana technologia z powodzeniem wejdzie do służby, obok obrony własnego terytorium zyskamy dodatkowe narzędzia do rażenia celów na głębokim zapleczu potencjalnego przeciwnika. Przeanalizowaliśmy jak wyglądały te próby i nad czym obecnie pracuje nasz przemysł zbrojeniowy.
Lot przez całą Polskę w cywilnej przestrzeni
Przetestowanie maszyn, które mają latać na dystansach rzędu 1000 kilometrów, to nie lada wyzwanie logistyczne. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP) we współpracy z wojskiem wytyczyła specjalny korytarz powietrzny, swoistą czasową autostradę dla dronów. Trasa zaczynała się na północy, w okolicach poligonu w Wicku Morskim nad Bałtykiem, ciągnęła się przez zachodnie województwa, by na wysokości Zielonej Góry ostro skręcić na południowy wschód i zakończyć się na poligonie w podkarpackiej Nowej Dębie.
Loty odbywały się na wysokości około 1370 metrów nad poziomem morza. Ten stosunkowo niski pułap nie był przypadkowy – z jednej strony naśladował rzeczywisty profil lotu maszyn uderzeniowych, które starają się uniknąć wykrycia przez radary dalekiego zasięgu, a z drugiej separował wojskowe drony od komercyjnego ruchu pasażerskiego.
Ze względu na trasę przebiegającą nad siedmioma województwami, zdecydowano się na wysłanie alertów RCB do mieszkańców. Miało to zapobiec niepokojom w razie zaobserwowania na niebie nietypowych obiektów. Wojsko uspokajało, że testowane maszyny były wyposażone jedynie w makiety naśladujące wagę i kształt prawdziwych głowic bojowych, więc nie stwarzały realnego zagrożenia.
Co dokładnie sprawdzano podczas prób?
Wrześniowe manewry nie miały na celu testowania siły niszczącej – od tego są zamknięte poligony z ostrym strzelaniem. To był przede wszystkim sprawdzian stabilności samej platformy w powietrzu. Wojskowi najprawdopodobniej wzięli pod lupę trzy kluczowe aspekty:
- Nawigację długodystansową: czy komputer pokładowy jest w stanie utrzymać optymalną trasę przez setki kilometrów przy zmieniającej się pogodzie?
- Stabilność łączności: w jakim stopniu operatorzy mogą monitorować lot w przestrzeni pełnej zakłóceń radiowych?
- Wydolność napędową: czy deklaracje producentów o zużyciu paliwa i wytrzymałości silników sprawdzą się w wielogodzinnym locie ciągłym?
Mniej biurokracji i nowe podejście do zakupów
Zorganizowanie takich testów jeszcze niedawno uchodziłoby za skomplikowany proces obciążony biurokracją. Wnioski z pełnoskalowego konfliktu za naszą wschodnią granicą skłoniły wojsko do zmiany podejścia. Wprowadzono przepisy, które mają usprawnić procedury testowania i zamawiania sprzętu. Zgodnie z nowymi wytycznymi, jeśli polska firma dostarczy działający prototyp, który pomyślnie przejdzie kilkudziesięciodniowe testy poligonowe, resort obrony zyskuje otwartą furtkę do szybszego zakupu takiego rozwiązania.
Warto przy tym wspomnieć o oddolnych innowacjach w samych jednostkach. Dobrym przykładem jest uruchomienie pilotażowego programu druku 3D, który pozwala na doraźną produkcję drobnych części zamiennych. To bardzo pragmatyczne rozwiązanie – wydrukowanie prostego polimerowego zamiennika potrafi kosztować w granicach 10 PLN, podczas gdy proces zamawiania dedykowanej części u zagranicznego dostawcy bywa wielokrotnie droższy i wymaga czasu.
Tania masowość jako uzupełnienie drogiej precyzji
Dlaczego w ogóle interesujemy się wdrażaniem tanich dronów uderzeniowych, skoro dysponujemy nowoczesnymi myśliwcami F-16 i świetnymi pociskami manewrującymi JASSM? Odpowiedź sprowadza się do elastyczności taktycznej i kosztów. Nowoczesne rakiety lotnicze są niezwykle drogie i z założenia służą do precyzyjnego niszczenia celów o znaczeniu strategicznym. Ponadto ich wystrzelenie wiąże się z koniecznością użycia kosztownych platform lotniczych.
Koncepcja głębokiego uderzenia zakłada budowę dodatkowego potencjału opartego na stosunkowo tanich, powszechniejszych maszynach. Wysłanie chmary bezzałogowców na ważny węzeł logistyczny przeciwnika, nawet przy założeniu, że znaczna ich część zostanie zestrzelona, wciąż daje realne szanse na porażenie celu przy niższych kosztach operacyjnych. Tego typu zdolności nie zastąpią zaawansowanego lotnictwa, ale mogą stać się dla niego cennym uzupełnieniem.
Przegląd testowanych konstrukcji
Choć siły zbrojne z oczywistych względów nie ujawniły oficjalnej listy modeli poddanych sprawdzianowi we wrześniu, doniesienia z branży i targów zbrojeniowych rzucają nieco światła na to, co mogło znaleźć się w powietrzu. Wiadomo, że wojsko weryfikuje projekty kilku firm.
Grupa WB: Główny gracz na polskim rynku Firma z ogromnym doświadczeniem, znana z popularnych systemów Warmate, rozwija obecnie cięższe rozwiązania:
- Warmate 50: większy wariant z silnikiem spalinowym, docelowo mający przenosić głowicę o masie do 50 kilogramów. Konstrukcja zakłada wykorzystanie technologii obniżonej wykrywalności (stealth) oraz systemów sztucznej inteligencji, które w fazie ataku mają pomagać w lokalizowaniu celów bez stałej łączności z operatorem.
- Gladius 2: dron wyposażony w silnik turboodrzutowy, celujący w zasięg rzędu 300 km. Jego budowa, w tym m.in. ukryty górny wlot powietrza, ma utrudnić wykrycie przez radary i kamery termowizyjne.
TKH Technology: Nowy gracz z własnym silnikiem Poznańska spółka rozwija rodzinę modułowych dronów odrzutowych, które zbierają pozytywne recenzje w branży zbrojeniowej.
- MTJD-15: platforma, która według producenta może lecieć na pułapie przekraczającym 10 000 metrów z prędkością ponad 600 km/h. Na uwagę zasługuje fakt, że firma opracowała własny silnik turboodrzutowy, co w przyszłości może zmniejszyć ryzyko problemów z dostawami komponentów z zagranicy.
Boryszew i ITWL: Latająca amunicja Projekt "Hornet" (PLArgonia) to prosta konstrukcja, wizualnie przypominająca maszyny typu Shahed 136. Ważąca 85 kg platforma z napędem spalinowym została stworzona z myślą o produkcji masowej i osiąganiu dystansów od 400 do około 900 kilometrów.
FlyFocus i model Striker Maszyna w układzie "latającego skrzydła", w której producent postawił nacisk na rozwój wielowarstwowego, odpornego systemu nawigacji (m.in. optycznego skanowania terenu). Choć w mediach było o niej dość głośno, niezależne źródła branżowe sugerują, że reprezentanci tej firmy mogli ostatecznie nie wziąć udziału w głównych wrześniowych lotach testowych.
| Model / Producent | Napęd | Szacowany zasięg | Masa głowicy | Prędkość | Cechy szczególne |
|---|---|---|---|---|---|
| Warmate 50 (WB Group) | Spalinowy | > 1000 km | 50 kg | Brak danych | Technologia stealth, celowanie AI. |
| MTJD-15 (TKH Tech.) | Turboodrzutowy | do 1000 km | 15 kg | > 600 km/h | Polski silnik, wysoki pułap operacyjny. |
| Gladius 2 (WB Group) | Turboodrzutowy | ~300 km | 30 kg | do 450 km/h | Ukryty wlot powietrza (stealth). |
| PLArgonia / Hornet (Boryszew/ITWL) | Spalinowy | 400 – 900 km | Brak danych | > 200 km/h | Konstrukcja projektowana pod kątem masowej produkcji. |
| Striker (FlyFocus) | Tłokowy / Odrzutowy | do 1000 km | 40 kg | do 325 km/h | Złożone systemy nawigacji odporne na zakłócenia. |
Wyzwania w środowisku pełnym zakłóceń
Kluczowym problemem w lotach dalekodystansowych jest środowisko radioelektroniczne. Obszar Bałtyku i północnej Polski regularnie doświadcza silnych zakłóceń sygnału GPS (GNSS), generowanych m.in. przez systemy zlokalizowane w zmilitaryzowanym Obwodzie Królewieckim.
Zjawiska te przyjmują formę klasycznego zagłuszania (jamming) lub znacznie groźniejszego podszywania się pod sygnał satelitarny (spoofing), co może zmylić elektronikę drona i sprowadzić go z kursu. Aby z sukcesem pokonywać setki kilometrów, polskie systemy bezzałogowe muszą być wyposażone w mechanizmy pozwalające na lot pomimo braku sygnału z satelitów. Stosuje się do tego m.in.:
- Anteny CRPA: specjalne filtry i odbiorniki, potrafiące odrzucać zakłócenia pochodzące z ziemi, a skupiać się na wyłapywaniu słabego sygnału satelitarnego z góry.
- Nawigację inercyjną (INS): niezależne czujniki (żyroskopy i akcelerometry), które pozwalają komputerowi samodzielnie szacować przebytą drogę i aktualną pozycję.
- Nawigację optyczną (DSMAC): kamery skanujące rzeźbę terenu i porównujące ją ze zgraną wcześniej w pamięć mapą.
Dzięki połączeniu tych technologii, dron ma szansę dolecieć do celu nawet przy całkowitym odcięciu komunikacji ze światem zewnętrznym.
Powiązania z systemami rozpoznania
Dron uderzeniowy jest w pełni skuteczny tylko wtedy, gdy armia posiada rzetelne dane wywiadowcze pozwalające na wskazanie mu odpowiedniego celu. Dlatego program rozwoju krajowych bezzałogowców idzie w parze z unowocześnianiem systemów rozpoznania, często utożsamianych z cyfrową i sensoryczną warstwą projektu "Tarczy Wschód".
Skuteczność amunicji krążącej na większych dystansach zależy m.in. od informacji z radarów ulokowanych na aerostatach (projekt "Barbara") czy z granicznych masztów nasłuchu elektronicznego. Zebrane tam dane, przetwarzane na bieżąco w centrach dowodzenia, mają docelowo trafiać do operatorów dronów. To zintegrowane środowisko jest warunkiem niezbędnym, by omawiana broń mogła zostać w pełni wykorzystana w scenariuszach taktycznych.
Podsumowanie
Organizacja szeroko zakrojonych lotów testowych to bez wątpienia pozytywny sygnał. Pokazuje, że pomysły inżynierów i programy modernizacyjne powoli wkraczają w fazę fizycznych prób poligonowych, a wybrane polskie firmy udowadniają, że potrafią projektować złożone systemy. Oczywiście do momentu, w którym do armii trafią tysiące gotowych maszyn, przed nami długa droga, a ostateczne wyniki testów znają na razie tylko organizacje uczestniczące w testach.
Nie oznacza to też, że jako państwo stajemy się z dnia na dzień potęgą technologiczną. Krajowe bezzałogowce nie zastąpią w bliskiej przyszłości zaawansowanych amerykańskich systemów rakietowych. Mają jednak ogromny potencjał, by stać się efektywną kosztowo, produkowaną lokalnie bronią niezbędną na współczesnym polu walki.