Odrzutowy Geran-5 zaatakował tuż przy granicy z Polską

Data publikacji: 15.09.2026
Autor: doc

Odrzutowy Geran-5 zaatakował tuż przy granicy z Polską

Gdy nad ranem 13 września 2026 roku na telefony mieszkańców wschodniej Polski zaczęły spływać alerty RCB ostrzegające przed potencjalnym zagrożeniem z powietrza, po drugiej stronie granicy, niedaleko Dorohuska, rozgrywał się bezprecedensowy atak. Jego głównym bohaterem nie były jednak powolne, głośne drony, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić przez ostatnie lata, ale sprzęt nowej generacji: odrzutowy Geran-5. Przyjrzeliśmy się dokładnie temu, czym jest nowa rosyjska broń, jak została zbudowana i dlaczego w naszej ocenie atak przy polskiej granicy był doskonale zaplanowany.

Od powolnych "motorowerów" do odrzutowców

Aby zrozumieć, z czym mamy do czynienia, musimy cofnąć się o krok. Początkowe wersje dronów z rodziny Shahed/Geran przypominały latające trójkąty napędzane silnikami od kosiarek. Z prędkością rzędu 185 km/h były powolne, a przez swój charakterystyczny warkot zyskały miano "motorowerów". Ukraińska obrona przeciwlotnicza, używając systemów nasłuchu i mobilnych grup z ciężkimi karabinami, strącała je z 95-procentową skutecznością.

Rosjanie szybko wyciągnęli wnioski. Zaczęli eksperymentować z materiałami – wprowadzili włókno szklane, kevlar, a później piankę poliuretanową pokrytą włóknem węglowym. To technologie rodem z zaawansowanego lotnictwa, mające na celu drastyczne zmniejszenie skutecznej powierzchni odbicia (czyli tego, jak wyraźnie dron świeci na ekranach radarów). Prawdziwy przełom nastąpił jednak wraz z modelami odrzutowymi. Geran-5 to całkowite zerwanie z dotychczasowym układem latającego skrzydła. Konstrukcja przypomina teraz klasyczny pocisk manewrujący – ma cylindryczny kadłub, proste skrzydła i osiąga prędkości, które całkowicie zmieniają reguły gry.

Co kryje w sobie Geran-5?

Dzięki analizie szczątków wraków, wiemy dziś całkiem sporo o architekturze tego sprzętu. Dron został zoptymalizowany pod kątem osiągania wysokich prędkości (nawet 600 km/h) przy zachowaniu możliwości masowej produkcji.

Oto jak prezentują się jego kluczowe parametry:

Parametr Wartość / Specyfikacja
Długość / Rozpiętość ok. 6 - 6,5 m / od 3,2 m do ok. 5,5 m
Maksymalna masa startowa ok. 850 kg
Głowica bojowa ok. 90 kg (ładunek odłamkowo-burzący)
Prędkość przelotowa 450 – 600 km/h
Zasięg 950 – 1000 km
Pułap operacyjny od 200 m do 6000 m (incydentalnie do 7000 m)
Napęd turboodrzutowy Telefly TF-TJ2000A
Kołowy błąd trafienia poniżej 10 metrów

Składak za setki tysięcy złotych

Największą ciekawostką techniczną Gerana-5 jest jego łańcuch dostaw. Serce maszyny – silnik turboodrzutowy – nie jest wcale cudem rosyjskiej myśli technicznej. To chiński model Telefly TF-TJ2000A, który na rynku cywilnym sprzedawany jest... hobbystom budującym wielkogabarytowe modele latające RC oraz producentom dronów przemysłowych. Koszt takiego silnika to około 35-40 tysięcy dolarów, co w przeliczeniu daje mniej więcej 140-160 tysięcy złotych.

Choć płatowce pieczołowicie klei się w rosyjskich fabrykach, elektronika to istna wieża Babel. Wywiad ukraiński doliczył się w zestrzelonych egzemplarzach aż 105 rodzajów zachodnich i azjatyckich podzespołów (głównie z Chin, USA i Niemiec). Pokazuje to brutalną prawdę o tym, jak nieszczelne są globalne systemy sankcyjne.

Mózg z maliny i ukraińskie karty SIM

Sukces tej platformy to nie tylko prędkość, ale też to, jak radzi sobie w środowisku nasyconym walką elektroniczną (zagłuszaniem sygnału GPS). Rosjanie zastosowali tu zaawansowany system Kometa-M12. Korzysta on z technologii inteligentnych anten, które potrafią wyłapać, skąd pochodzi sygnał zagłuszający i "wyciszyć" nasłuch z tego konkretnego kierunku, skupiając się na sygnale z satelitów. Jeśli to zawiedzie, dron leci dalej dzięki klasycznej nawigacji bezwładnościowej.

Jednak to system łączności robi największe wrażenie. Zamiast budować dedykowane, drogie radiostacje, konstruktorzy oparli telemetrię na zwykłym minikomputerze Raspberry Pi (powszechnie znanym wśród elektroników-amatorów) połączonym z modemami LTE. Co więcej, drony te często wyposażone są w zwykłe karty SIM ukraińskich operatorów. Lecąc nad terytorium wroga, po prostu logują się do lokalnych stacji bazowych (BTS), pobierając dane korygujące lot.

Drony te potrafią też tworzyć w powietrzu zdecentralizowaną sieć (mesh). Oznacza to, że maszyny z jednego roju komunikują się między sobą, podając sygnał dalej, co czyni je niezwykle trudnymi do zagłuszenia. W ostatniej fazie lotu kamera termowizyjna pozwala operatorowi lub algorytmom nanieść ostateczne poprawki, uderzając z dokładnością do kilku metrów.

Drugie życie szturmowców Su-25

Warto wspomnieć o sposobie, w jaki te drony trafiają w powietrze. Wcześniejsze modele odpalano z ukrytych w ciężarówkach wyrzutni za pomocą silników rakietowych. Geran-5 zaprojektowano tak, aby podwieszać go pod samoloty.

Wybór padł na maszyny Su-25. Te ciężko opancerzone samoloty szturmowe pełniące rolę bezpośredniego wsparcia lotniczego, stały się nad Ukrainą niemal bezużyteczne z powodu ogromnego nasycenia frontu ręcznymi wyrzutniami rakietowymi. Zintegrowanie ich z nowymi dronami dało im drugie życie. Samolot może pokonać około 500 km na małej wysokości, wypuścić dwa 850-kilogramowe drony spod skrzydeł, po czym zawrócić w bezpieczne miejsce. Drony kontynuują lot na odległość kolejnego tysiąca kilometrów, nadlatując z kierunków, których radary się nie spodziewają.

Anatomia wczorajszego uderzenia na Jagodzin

Przejdźmy do wydarzeń z 13 września. Rosjanie wypuścili w nocy łącznie około 450 aparatów bezzałogowych, ale to kilkanaście sztuk odrzutowych Geranów-5 skierowano głęboko na zachód. Celem stała się infrastruktura tuż pod polską granicą, w obwodzie wołyńskim.

O 5:00 rano wybuchł chaos informacyjny. Pojawiły się doniesienia o uderzeniu w ukraińską lokomotywę pociągu pasażerskiego relacji Kijów-Warszawa, kilkaset metrów od terytorium RP. Podróżni w panice byli ewakuowani na perony. Na szczęście, dzięki zaawansowanym systemom nasłuchu elektronicznego, ukraińscy dyspozytorzy wykryli zbliżający się rój na 15 minut przed atakiem i zdążyli ostrzec załogę. Wśród pasażerów nie było ofiar.

Co było faktycznym celem? Początkowo sądzono, że to ślepy terroryzm. Na stacji w Jagodzinie stał zresztą inny skład, którym z konferencji w Kijowie wracali zachodni VIP-y – m.in. były premier UK Boris Johnson czy Carl Bildt. Szybko pojawiły się teorie o celowym ataku na polityków.

Z wojskowego punktu widzenia prawda jest jednak dużo bardziej cyniczna. Dron z 90-kilogramową głowicą uderzył prosto w ciężką lokomotywę techniczną. Dlaczego akurat w nią? Wynika to z różnic w infrastrukturze. Ukraina używa torów o szerokości 1520 mm, a Polska 1435 mm. Na przejściach takich jak Dorohusk-Jagodzin każdy pociąg musi się zatrzymać, by potężne żurawie zmieniły wózki wagonowe na europejskie. Zaatakowana lokomotywa miała właśnie przetoczyć wagony na to stanowisko.

Rozbicie 100-tonowej maszyny na torach to nie tylko zniszczenie sprzętu. Taki wrak klinuje węzeł przesiadkowy, paraliżując jeden z kluczowych korytarzy transportowych, przez który płynie zachodnia pomoc dla frontu. To było chirurgiczne cięcie logistyki ukryte pod maską ataku, który miał przy okazji wywołać efekt mrożący wśród zachodnich decydentów uwięzionych na peronie.

Reakcja polskiej obrony powietrznej

Zbliżanie się naddźwiękowych celów na odległość kilku kilometrów od naszej granicy postawiło Wojsko Polskie w stan najwyższej gotowości. Jak przekazało wczoraj Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, nadlatujące drony były śledzone na żywo. W powietrze natychmiast poderwano dyżurne pary myśliwców F-16 oraz śmigłowce. Kluczową rolę w rozpoznaniu odegrały nasze nowe maszyny wczesnego ostrzegania Saab 340 AEW, które dokładnie monitorowały sytuację z powietrza.

Choć do akcji wkroczyło Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB), rozsyłając alerty do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego, premier i dowództwo szybko uspokajali: polska przestrzeń powietrzna nie została w żadnym momencie naruszona. Alarm odwołano około godziny 9:00.

Wnioski na przyszłość

Ostatnie 48 godzin dobitnie pokazuje nam kilka kwestii. Granica między tanią amunicją krążącą a zaawansowanymi pociskami manewrującymi przestała istnieć. Nowe, odrzutowe drony są zbyt szybkie dla tanich grup ogniowych z karabinami maszynowymi, wymuszając użycie kosztownych rakiet z systemów przeciwlotniczych, co błyskawicznie drenuje zapasy amunicji.

Co więcej, rosyjski przemysł obronny niezwykle sprawnie omija restrykcje, łącząc zachodnią elektronikę konsumencką i chińskie silniki dla modelarzy w śmiercionośną broń. Wczorajsze uderzenie na Jagodzin to jasny sygnał: logistyczne wąskie gardła są precyzyjnie namierzane, a ataki tuż przy płocie NATO będą coraz częstsze. Operowanie na tym ekstremalnie wąskim marginesie błędu to gra na nerwach, która wymaga od naszej obrony powietrznej czujności 24 godziny na dobę.

RSS

Udostępnij:

Zastrzeżenie: Publikujemy artykuły własne oraz nadesłane przez zewnętrznych autorów (również anonimowo). Szanujemy własność intelektualną, dlatego w przypadku zauważenia jakichkolwiek nieprawidłowości lub niezamierzonego naruszenia praw autorskich, prosimy o pilny kontakt. Wszelkie zgłoszone naruszenia będą natychmiast weryfikowane, a sporne treści usuwane. Takie działania nigdy nie są celowe. Prawa autorskie do opublikowanych materiałów są zastrzeżone i należą do redakcji portalu oraz twórcy artykułu. Dokładamy wszelkich starań, aby publikowane treści były rzetelne i oryginalne. Część materiałów (np. grafiki) mogła zostać przygotowana przy wsparciu narzędzi sztucznej inteligencji. Chcesz opublikować swój tekst? Zapraszamy do współpracy twórców i pasjonatów! Wyślij swój artykuł na adres kontaktowy podany na dole strony.

← Powrót do listy artykułów Tagi